KontaktFosa Staromiejska 3, 87-100 Toruń
tel.: +48 56 611 3510
e-mail: Dziekanat_Human@umk.pl

Laudacje dla nagrodzonych pisarzy Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego


Magdalena Salik Płomień

NAGRODA GŁÓWNA

Laudacja

 

Płomień Magdaleny Salik to książka nieodparcie kusząca i fascynująca czytelnika, denerwująca i drażniąca, ale wyzwalająca w nim chęć myślenia i stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Sądzę, że o jakości tego tekstu zadecydowały trzy składowe: starannie przemyślana kompozycja całości, język i problematyka. Autorka zrezygnowała z szybkiej i wciągającej akcji, tworząc z pojawiających się w toku opowieści trzech planów zdarzeń i dwóch planów narracji spójną i świetnie dopełniającą się całość, trzymającą czytelnika w ciągłym napięciu, a jednocześnie wciągającą go w orbitę tajemnicy, do rozwiązania której przedstawione wątki konsekwentnie zmierzają, dając w finale jasne wyjaśnienie całości, a zarazem całe spectrum pytań, na które odpowiedzi pozostawia w gestii czytelnika, ograniczając swoją rolę tylko do prezentacji działań, postaw, zmieniających się punktów widzenia.

Do takiej kompozycji dokłada jeszcze heterogeniczność gatunkową, na którą składają się: czysta SF, cyberpunk, romans i historia postapokaliptyczna, a wraz z nimi zróżnicowanie stylów narracyjnego tempa. Ogólnie jest ono zróżnicowane i nierówne, ale konsekwentnie łączone z odpowiednimi cechami języka; tam, gdzie przyspiesza, współgra z dowcipem sytuacyjnym. Tam zaś, gdzie tempo zdecydowanie zwalnia, dominuje refleksja i stawianie pytań o odpowiedzialność i jej sens w różnych kontekstach sytuacyjnych, o ludzką naturę, o bycie człowiekiem. Autorka świetnie gra konwencją przywołanych gatunków, biorąc z każdego tylko te elementy, które są jej niezbędne do stworzenia własnej kompozycji i zamierzonego efektu, ograniczając i modyfikując inne, także poprzez kontekst pozostałych, odrzucając zbędne i tworząc w ten sposób nową i nietypową jakość.

Pisarka konsekwentnie i świadomie uwodzi czytelnika, kusząc go znaną i zakorzenioną w science fiction międzygwiezdną podróżą, czy przyszłymi możliwościami technologicznymi i otwartością na to, co nowe, by szybko pokazać mu nieco mniej znane oblicze ludzkich planów, przedstawić migawki z czasów i przestrzeni odmiennych, drażniąc go i denerwując, ale jednocześnie budząc fascynację, zainteresowanie, zmuszając do myślenia i szukania odpowiedzi. Dba o utrzymanie precyzyjnej równowagi, pozwalającej na dotarcie do zaskakującego rozwiązania tajemnicy i niespodzianki, która nadchodzi razem z mocnym i precyzyjnym domknięciem całości w finale. Magdalena Salik napisała książkę ciekawą i mądrą, a przy tym – nieco paradoksalnie – współczesną, skupiającą na transhumanizmie i związanym z nim przekraczaniu przez człowieka granic własnej cielesności, a jednocześnie problemów prawnych, etycznych i czysto ludzkich. Pośrednio pisarka sięga do zagadnień cielesności i władzy podnoszonych przez feminizm i queer studies, a bezpośrednio, podobnie jak wielu innych, pyta już nie o to, ile człowieka jest w człowieku, ale raczej o to, czy bycie człowiekiem to tylko właściwość ludzi, a jeśli nie, to jak sobie z tą nową, zmienioną jakością humanistyczną radzić.

 

Iwona Pięta


Michał Cetnarowski Gnoza

ZŁOTE WYRÓŻNIENIE

Laudacja

 

Na początku był ogień. Przynajmniej w wersji kreacji świata według Michała Cetnarowskiego. Starym fantastycznym zwyczajem Gnoza wrzuca czytelnika w środek świata balansującego między znakami rozpoznawalnej współczesności a niejasnej przyszłości, w której pojawia się tajemniczy „obiekt”, wywołujący wśród zarządzających światem konsternację, a nawet popłoch. Materia powieściowa tkana jest przez Cetnarowskiego z kilku różnych przędzy, które zawiązane są w części wypełnionej mottami, tekstów sygnowanych nazwiskami Carla Gustawa Junga, Stanisława Lema, Jacka Dukaja i Błażeja Króla. Ostania z wymienionych osób jest najmniej znana (muzyk i tekściarz), ale kluczem wydaje się być trafność przywołanego fragmentu utworu. Dla mnie to przede wszystkim udana powieść o eksploracji światów tajemnicy, tworzonej po części przez ludzki umysł, a po części przez zarządzających powieściową rzeczywistością demiurgów czy boga. Im głębiej w wchodzimy w fabułę, tym częściej dostrzegamy różne formy doświadczania głębokiego snu. Główna bohaterka – Matylda Nowicka-Reut wraz z towarzyszącym jej majorem Ianem Wilkiem posiadają duchowe czy mentalne umiejętności, pozwalające dostrzec więcej niż zwykły człowiek. Pojawiające się w powieści pojęcie „dusza” ma walor artystyczny, a zarazem filozoficzny, bo o ile w rzeczywistości przenikniętej siłami sztucznej inteligencji wiele spraw ogranicza się do umiejętności „hakowania” potencjalnej ofiary, o tyle tak poważna w swej wymowie „dusza” odsyła do metafizyki. To, co potrafi człowiek, nawet wprawiony w rzemiośle czarownym (to od czarownicy) uczynić z drugim człowiekiem i jego umysłem, w wypadku duszy nie jest już takie proste. Ba, nieprzenikniona, tajemnicza do cna Sonia, kolejna bohaterka powieści Cetnarowskiego, jedną nogą stojąca w szaleństwie, a drugą w głębokim stanie kataleptycznym, jest nie lada wyzwaniem dla wścibskiej Matyldy. Dusza Soni broni dostępu Matyldzie.

Świat Cetnarowskiego dzieli się na realm zwany też otmętem (wspomagany przez spersonalizowane octopusy) i glinę, a więc na to, co daje się podciągnąć pod doskonale znany nam świat nowoczesnych technologii determinujących codzienną komunikację, oraz na to, co od biedy można nazwać doświadczaniem zmysłowym. To trochę tak, jakby się chciało zestawić paskudny świat korporacji z przypisanymi do każdego człowieka rolami i funkcjami (wstać, umyć zęby, zjeść coś, pomyśleć nie za dużo, pójść i zrobić to, czego od nas zarządzający naszym życiem żądają) z czasem dość swobodnie dysponowanym przez jednostkę, która może poświęcić cały dzień na patrzenie na zachód Słońca albo dotykanie spękanej kory dębu.

Powieść została napisana sprawnie. Kobiece bohaterki, co raczej nietypowe w prozie pisanej przez mężczyznę, prezentują się jak osoby z krwi i kości. Gdzieś, między wierszami, daje się zauważyć cicha rywalizacja między nimi a mężczyznami, którzy zdominowali świat. Ale, jak się okazuje, to właśnie pierwiastek feministyczny wydaje się być niezbędny do tego, by ocalić go i choć na pewien czas przedłużyć ziemską agonię. Tu Cetnarowski próbował przełamać pewne stereotypy, utrwalone w polskiej fantastyce. Doceniam i to także, że sporo, jak na sensacyjną SF, jest w powieści scen, w których bohaterowie jedzą i piją, co pozwala autorowi w umiejętny sposób zrównoważyć nie-ludzki wymiar cybernetycznego świata. Cetnarowski takimi drobiazgami, ale też ogólniejszym refleksjami o charakterze historiozoficznym daje czytelnikowi pewną nadzieję, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Świat idzie ku zatraceniu z powodu chorych ambicji autokratów, ale od czasu do czasu pojawiają się ludzie, którzy za cenę własnego spokoju próbują, przynajmniej próbują, ocalić nas przed ostateczną katastrofą. I Cetnarowski napisał to przekonująco, uwzględniając możliwości intelektualne współczesnego czytelnika. Jego najnowsza powieść Gnoza to interesująca i z biglem napisana historia przyszłościowa, ale pobrzmiewającą zupełnie współczesnymi nam groźnymi znakami, świadczącymi o kryzysie człowieka jako istoty postbiologicznej.

 

Maciej Wróblewski


Jan Maszczyszyn Chronometrus

SREBRNE WYRÓŻNIENIE

Laudacja

 

Za sprawą powieści Chronometrus mamy okazję powrócić do przedziwnego świata początków XX wieku, po którym przewodnikiem jest tyleż Jan Maszczyszyn – autor cyklu „Podwodne imperia” (do których utwór ten należy) – co Wiktor Żwikiewicz. Do pewnego stopnia można byłoby do tego grona zaliczyć zresztą również Pawła Majkę jako autora Pokoju światów i Wojen przestrzeni. Cóż jednak miałoby łączyć przywołanych tu pisarzy, których dzieli doświadczenie generacyjne? Żwikiewicz urodził się dekadę przed Maszczyszynem, który z kolei jest pisarzem mającym za sobą debiut w pół dekady po narodzinach Majki. Jednocześnie zaś – przy wszystkich różnicach, wynikających z odmiennych doświadczeń pokoleniowych i świadomości cywilizacyjnej – można każdego z wymienionych tu autorów określić mianem „włóczęgi wyobraźni”. Czymże jednak miałby zajmować się osobnik decydujący się na taki sposób bycia? Przede wszystkim – i to kolejna cecha łącząca owych twórców – „włóczęga wyobraźni” unika głównych traktów; ostatecznie nie bez przyczyny jako motto powieści Maszczyszyn obrał słowa Byrona o przyjemności w lasach bez ścieżek/upojeniu w samotnym wybrzeżu.

Twórców owych – prócz potrzeby samotności, umożliwiającej podążanie nieprzetartymi szlakami – łączy też pragnienie, by przekroczyć granice wyobraźni nie odwołując się do magii, lecz możliwości rozumu (niekoniecznie ludzkiego). Jednocześnie bliżej Maszczyszynowi do Żwikiewicza, niż Majki, jakkolwiek z tym łączy go punkt wyjścia opowieści: alternatywne dzieje I wojny światowej. To jednakże twórcy Drugiej jesieni i Delirium w Tharsys autor powieści Necrolotum i Chronometrus zawdzięcza fantasmagoryczne wizje składające się na oniryczne przygody, będące udziałem Jacka de Waay`a. Znany z powieści Necrolotum wiktoriański dżentelmen powraca z podwodno-zaziemskich wojaży, które stały się jego udziałem za sprawą szalonego naukowca, z którym podąża poprzez tytułową sieć łączącą planety i księżyce Układu Słonecznego. Przedziwna transformacja, której poddaje się, aby przetrwać w zaziemskim środowisku sprawia, że de Waay nabiera dystansu do ludzkiej kondycji dostrzegając ułomności cywilizacji człowieka. Teraz staje przed nowym wyzwaniem: w obliczu inwazji połączonych sił imperium Wschodzącego Słońca i Ningenów decyduje się na wzięcie udziału w sekretnej misji zatopienia japońskiej wyspy Shikoku. Nie wie jednak wówczas, że to dopiero początek kolejnej podróży: już nie poprzez przestrzeń, a czas – ku odległej o milionolecia (jak to określa pisarz) Ziemi. I tam jednak napotka pragnienie życia, które – o czym przypomina baron Boustou – „jakie by nie było, w formie i materii zawsze odnajdzie swą drogę” (s. 512). Jak zakończą się eskapady de Waay`a nie sposób orzec, tym bardziej, że zakończenie przynosi tajemnicę, na której rozwiązanie przyjdzie nam czekać do czasu ukazania się kolejnej części „Podwodnych Imperiów”.

 

Adam Mazurkiewicz